piątek, 30 kwietnia 2010

Pocztowy piątek

Poukładam przepisy.
Te na życie będę trzymać w cieplej pamięci,
by nie zmarzły, gdy wiatr otuli mnie całą.
Pozostałe pozbieram i zapiszę na kuchenną rzeczy pamiątkę.
Dni poprzedzielam zakładką, na której ktoś życzliwie przypomina:
szczęściem jednego człowieka jest drugi człowiek
Słowami Latarnika w słońcu "tkałam ogień".


* Dziś wyszłam na słońce i niecierpliwie rozdzierałam papier.
I już wszystko było w moich rękach
Dziękuję Rybiooka, dziękuję Latarniku.
(To, co widzicie na fotografii to ich dzieła:))

" oddycham najwyższą z barw
nie dotknie mnie nic
czego nie stworzę"
Autor:Latarnik

Zagrały we mnie Twoje słowa, Latarniku.
Piątek uśmiechał się Człowiekiem, a od jutra biorę się za przepisy

(boli mnie...)

boli mnie
niepisanie do ciebie
listów wrzucanych do studni
pamięć wody
zaklęta
w zepsutym parasolu
na niepogodę
przesypia zimę

czwartek, 29 kwietnia 2010

Leńmy się!

Otwieram szklane drzwi hospicjum i wpuszczam tysiące małych kropel wiosny. Prawie majowy deszcz. Długi korytarz, sale trzyosobowe, każda z łazienką.
- Dzień dobry pani Teresko-wołam śpiewnie od progu - Jak pani się czuje?
- Jak pani się czuje ? - mechanicznie powtarza 87-letnia kobieta.
Po chwili dodaje:
- Aha! Ani dobrze, ani źle - uśmiech obleka całą jej drobniutką postać.
Wyciągam różne fotografie. Na chybił-trafił pokazuję kolejne kartoniki przedstawiające drzwi, okno, łazienkę, sok... Nazywanie przedmiotów, przypominanie czasowników.
Afazja okrada człowieka ze słów.
Na kolejnej fotografii kobieta leżąca na kanapie czyta książkę.
- Pani Teresko, co ona robi?
- Ona, ona...leni się.
I uważny wzrok wpatrzony we mnie, szukający potwierdzenia.
- Ona czyta książkę i rzeczywiście... leni się!
Śmiałyśmy się obie. Ćwiczenia oddechowe zwabiły siostrę oddziałową.

Wyrozumiały

Ominę pełnię pajdą chleba z dżemem malinowym.
Po drugiej stronie nieboskłonu księżyc uśmiecha się słodko.
Hejże!Ile można się smucić?
Wywijam rzęsy do nieba.

środa, 28 kwietnia 2010

Ze snu

Zasypiam i niema spaceruję snem,
w którym żwirowe uliczki uśmiechają się
bezsilnością pełną nieczekania.
Turkot kółek walizek podróżnych
rytmicznie wyśpiewuje echa odbijające się
od zazdrosnych okien kamienic.
Mężczyzna z aparatem obiektywu skierowanym wprost na siebie
uwiecznia pochód młodości, która przechodzi mimo.
Gargulce pokazują go sztywnymi palcami,
tylko gołębie podchodzą ufnie do rąk
zbierając świeżo zmieszany spokój i wyrzuty sumienia.
Sekwencyjnie strzela migawka:
gdy jutro ptakiem będziesz,
nie zapomnij odwiedzić rynku.

wtorek, 27 kwietnia 2010

Po stokroć marz!

Zmęczyłam marzenia snami o lataniu.
Prawdziwe marzenia to takie, które nigdy się nie spełniają.
Pozostają jedynie w obłokach. Przez to są takie nienasycone.
Bo nigdy się nie chorowały na spełnienie.
Nie w głowie im niezapłacony czynsz, kaszlące dziecko czy brak odbiorów lawendowego suszu...



- Ania Dąbrowska

niedziela, 25 kwietnia 2010

Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie

Szukając rozpaczliwie słów gubię po drodze czas:
na myślenie o niebieskich migdałach,
na dzień dobry sąsiadowi z pekińczykiem,
na wszystkie książki, które wiernie czekając na oddech
trwają wyprostowane na baczność.
Kompania liter gotowych na zaczytanie.
A ja drożdżowe ciasto mieszam
i coraz bardziej gubię się w zwyczajności...
Czasem niespodziewanie na brzegu łóżka
poezja przysiada i z prozą się brata.
Siostry pościelowe, gdy czas ku temu,
lubią sypiać obok siebie
leciutko stykając się plecami.
Czasem jedna drugiej przez sen pióro podaje.
Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie,
gdy nie śnię.

sobota, 24 kwietnia 2010

piątek, 23 kwietnia 2010

Poraniony

W poranionych krzesłach
nikt nie znajduje oparcia.
Na miękkich nogach
chwiejne jutro
słania się pod ścianą.
Po kątach przędą się
ładniejsze miłości niczyje.
Dokarmiam je słowem,
a one krwawiąc zachodami
tracą serce.



- Joshua Radin

czwartek, 22 kwietnia 2010

Co ma pani na swoją obronę?

Opukuję marzenia. Kaszlą niedosytem, takie zasmarkane i dziecięco szczere. Dorosły we mnie patrzy krytycznie. Jestem niedościgle krytyczna. Czasem boję się, że zahaczam o perfekcjonizm. Jeśli coś robisz, rób to dobrze- brzmi w mojej głowie. Tylko dlaczego zaraz tak na tip-top? Dlaczego nie pozwolić sobie na maleńką improwizację. Chwila na zaczerpnięcie oddechu i już wiem: improwizacje źle się kończyły. Pierwsza zaprowadziła mnie do ołtarza. Druga do sądu.
- Czy ma pani coś na swoją obronę?
- Tak, wydawało mi się, że kocham.

Po miłości została mi muzyka, której mnie nauczył. Gra u mnie bardzo często. Dwupłytowy album, Chuck Mangione "Children od Sanchez"

Jeszcze tylko

jeszcze tylko drzwi zatrzasnę
i wszystkim powiem do widzenia
tyle samotności podarowało mi to miasto
zamknę oczy a ona wystąpi z brzegów

Olsztyn,1992


* "zostanie ci w rękach tylko moja sukienka..."

- Kayah

środa, 21 kwietnia 2010

Zatańczyć panikę

Nauczę się zapisywać swoje stany emocjonalne, bo podobno to, co nazwane przestaje zaskakiwać, a nawet przerażać. Zatem następnym razem powiem: ach, to tylko panika. Początkowy kwaśno-gorzki smak przeminie dość szybko, tylko zamknę oczy na raz-dwa i policzę do pięciu. Tak, wiem. Reguła nakazuje liczyć do dziesięciu. Panika jest szybsza. Wystarczy na pięć, a gdyby wcześniej zamknąć oczy, to kto wie? Może wystarczyłoby liczenie na 3, jak w walcu? Zatańczyć ją na dobre, zmęczyć...


- Missy Higgins

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Te-Ka

Pozbierałam w Tekę[klik] czas.
W wolnych chwilach będę biegać po archiwach i zbierać słowo do słowa.Z przyjemnością.
Czas przysiada tam ze mną, a ja zaglądam mu w oczy. Ile tam jeszcze mnie prawdziwej, a ile tej wymyślonej? Porządkuję siebie w swojej głowie. Gdy widzę jak mijam, staranniej myję lustra, by obłaskawiać cienie. Gdy o tym mówię, chciałabym wierzyć, że kiedyś uśmiechnę się nie tylko do szklanej tafli.
Wpatrując się w lustro zabieram z rzęs musze łapki.
Dziś czarny garnitur wygląda nader dostojnie.
Jego surowość złamałam drewnianą biżuterią.
Od siódmej z minutami uśmiecham się wpatrując się w znaczek gmaila.

Podglądanie

podarowałeś mi życie
przez dziurkę od klucza
opisane łukiem pleców
bolesnym ugięciem kolan
miałam być jedyna
w czekaniu jestem
taka powtarzalna

niedziela, 18 kwietnia 2010

Uliczki z mego snu

Próbuję siebie przekonać do snów,w których ulice wykrzykują śpiewnie swoje nazwy i po kocich łbach turlają się tysiące myśli. Może za wcześnie na strach?
Bo przecież nic się nie zdarzy nim nie zamknę oczu. Sen będzie czekał dostojnie przyczajony. Może nawet się obrazi i pójdzie, nim zawrę pakt z poduszką?
Wysłane esemesy wpadają w czarną dziurę.
Wracam do żywych.

sobota, 17 kwietnia 2010

***

... a w górze nadal błękitnieje niebo

"Oszczędźmy słów"

Rozkładam przed sobą karty, a w głowie mi dudni: tarot to nie zabawa!
A ja lubię śliskość ich znaczeń, która wymyka się z rąk. Prostokątne koszulki skrzętnie skrywają drugie dno przed adeptem. A więc łapię to, co oczywiste, a one śmieją się nieszczerze. I ja to wiem, jednak nadal gramy w odwieczną grę: sen mara - Bóg wiara.
A jutro Wawel rozkrzyczy się dźwiękiem Zygmunta. Miałam już zapominać, wygładzać smutki, lecz przeczytałam o tu, u Szeptaka[klik]... I znowu spaceruję Krakowskim Przedmieściem. Odkrywam w sobie nowe pokłady znaczeń. Symbolizm plastikowych worków...
"Oszczędźmy słów"[klik]
A w powietrzu wisi chmura wulkanicznego pyłu. Jak całun...

piątek, 16 kwietnia 2010

Kisiel

Wirus czy zatrucie, o ironio, weselnym tortem?
Kisiel zamiast kawy.
Po cichu umieram.
Od 4.30 odmierzam czas liczbą kroków tam i z powrotem.
Oby przeżyć te 6 godzin.
Hospicjum poczeka.


*Lubię dawną Urszulę. Luz-blues, byle do wieczora...
Wyglądam jak siedem nieszczęść, które nigdy nie słyszały o siódmym niebie


środa, 14 kwietnia 2010

Wybrani przez milczenie

Dziś pierwszy raz pomyślałam, że nie dam rady. Że się boję. Że są pacjenci mniej możliwi.Że nie każdy chce mówić.Że jeszcze może nie teraz... Z drugiej strony, moja ciotka po udarze milczy już kilka lat. Mowa odkładana z dnia na dzień.I cisza do dziś.
Wybrani przez milczenie?
Wybierający milczenie?
Tak naprawdę nigdy nie wiadomo...
A co ty myślałaś, że zawsze będzie łatwo i na uśmiechu?! - wykrzykuje coś w mojej głowie.
Miałam nadzieję-szepczę.

Jeszcze nie

na chwilę wróciłam
pełna obaw czy jutro unieść zdołam
z kątów wymiotłam niepotrzebne smutki
pająk stróż cienką nicią wygrażał
kąt swój oswajając na nowo
pomiędzy wtorkiem a niedzielą
zapowiedziałam siebie silną
lifting słów jak podciąganie policzków
ma wyostrzyć smak na życie
i tłumaczyć mnie z nijakości
a ty na mnie tak nie patrz
spod palców wychodzą cienie
jeszcze nie pora
rzeczy nazywać po imieniu

wtorek, 13 kwietnia 2010

I tylko deszcz

RainyMood.com

rozbiera mnie ze znaczeń
i stoję przezroczyście pewna
swoich obietnic
wtedy najbardziej boję się
o ciebie
miałam być kryształowa
a tu rysa
to znowu pęknięcie
obnażają mnie z niedoskonałości

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Uciekasz mi życie...

uciekasz mi życie
pomiędzy niedzielami
a ja oswajam twoje humory
kremem przeciwzmarszczkowym
niebieską sukienką
której oparł się czas
wszystkiego życiowego mi nie przynoś
pozwól na margines szaleństwa
w tym przemijaniu

sobota, 10 kwietnia 2010

***

sosny leciutko się kołysząc
spijają z ust deszcz poruszeń
las od lat pamięta
bezgłośne modlitwy


- Beata Rybotycka

Uroczystości katyńskie

Uciekłam sprzed telewizora. Tvn podaje, że na pokładzie prezydenckiego samolotu było 132 osoby. Nikt nie przeżył. Jaki to wielki ból dla rodzin, gdy ja, obca osoba, nie mogę przestać płakać. Gdy opowiadam, smutek patrzy na mnie zdziwiony i łagodnieje.

* TVP Info mówi o 87 osobach, które zginęły niedaleko Smoleńska.Reporter opowiada:
"Gdy się to zdarzyło mówiono, że nie ma po co wzywać karetek. I rzeczywiście jesteśmy tu od 15 minut i nie słychać było ani jednej karetki."
Na pokładzie samolotu Tupolev znajdowały się najważniejsze osoby w państwie.Od dziś krajem rządzi Marszałek Sejmu. Prezydent Rosji powołał specjalną komisję do zbadania przyczyn katastrofy.
Las katyński chłonie modlitwy.


* z dn.14.04.2010
Prezydencki samolot rozbił się w sobotę rano o godz. 8:56 czasu polskiego podczas podchodzenia do lądowania na lotnisku w Smoleńsku. Na pokładzie znajdowało się 96 osób. Nikt nie przeżył katastrofy.

piątek, 9 kwietnia 2010

Sublokatorka

Uparte ronda w mojej głowie
wypluwają drogowskazy na jutro
Błyszczą rzeki wspomnień,
kruche jak obietnice tuż przed.
Mroźno mi, gdy ją opowiadasz.
Mówiłeś: nie wchodzi się dwa razy
do tej samej wody,
a ona każdej wiosny
kątem w tobie mieszka
bez nadziei na eksmisję.

czwartek, 8 kwietnia 2010

Głupia taka

Przychodzą takie dni, że piszę listy do ciebie,
a potem rozdaję je przechodniom z nadzieją,
że na nie odpiszesz.

wtorek, 6 kwietnia 2010

Ptaki w formacie amr

Spowiadam się krwawiącym olszynom z wielkiej nocy pełnej duchów:
duch przyjaciółki, z którą się zapomniałyśmy
(bo łatwiej było zapomnieć niż usiąść chociażby przy wódce i porozmawiać);
duch Mężczyzny, którego tak łatwo nazwałam.I pożegnałam nazbyt lekko;
duch przeszło-przyszłych wielkich i małych nocy, który zbudził mnie dziś o 6.22.
Ptaki śpiewały niezwykle.
Wstałam i na palcach podeszłam do okna.
Jezioro Gorczyckie oddychało poświątecznie.
Ze sobą przywiozłam ptaki zamknięte w formacie amr.

czwartek, 1 kwietnia 2010

Czarne chmury

Jutro jadę. Mam na wyciągnięcie czterdziestu kilometrów ciepłe miejsca, w których zima dość długo trzyma i zanim wyruszy w podróż, drzemie pod lasem w niewielkich lodowych kopczykach. Przylaszczki nad stawem ponaglają jej sny. Od przeminy wiatr niesie zapach mokrej ziemi i nawet moim rodzicom mniej w głowie pomysłu sprzedaży tego miejsca. Mama wspomina o kurach. To dobry znak. Może znów mała szopka będzie zamieszkana, a wariat kogut będzie budzić o niemożebnej porze?
Szkoda byłoby stracić to miejsce... Gdy tam jestem, rozsądne tłumaczenia moich rodziców dotyczące sprzedaży nie przemawiają do mnie.Wspiera mnie Brat.
Jak co roku wiosna odsuwa czarne chmury. Spokojnieję.
A Wam życzę pogodnych Świąt.

Klucz

Tercybiades tak pięknie napisał [klik], a ja nieporadnie próbuję złapać myśl, która do mnie przyszła, gdy patrzyłam na jego fotografię i czytałam jego wiersz...

Podróż w czasie zamknięta
w przestrzeni rozpostartych ramion
obejmujących pustkę.
Na przystaniach pamięci
nikt nie wygląda znajomej postaci,
tylko klucze na niebie
wróżą nadzieję na powroty
- srebrniki naiwności prowadzą tak samo.

Trzeba zniknąć

Trzeba zniknąć by móc wrócić w śmiech I odpustowe korale  Trzeba zniknąć By znów zacząć mówić I innym rozdawać codzienność