niedziela, 4 czerwca 2017

Słone strofy

uporczywie ciebie wołam
echo podpowiada dawny zaśpiew
znad morza słone strofy
znad stolicy perci
wiatrem hulasz
i jesteś bardziej niż się zdajesz
wspomnieniem ledwie
które się śni

sobota, 20 maja 2017

Niech

Mierzę się ze strachem. Póki co na szczęście chucham, na uśmiech, na posadzone jej ręką pomidory.
Oglądam znowu "Ogród rozkoszy ziemskich", zjadłam pól słoika korniszonów. Karmię się  nadzieją wpatrując w niebo, chmury były jak piórka porozrzucane niedbałą ręką.
Dziś rodzice dotkną nowonarodzonej wnuczki. Mają z nią spędzić tydzień.
Niech to będzie zapowiedzią wygranej ze srakiem. Niech!
Zaklinanie rzeczywistości jeszcze daje siłę.

piątek, 5 maja 2017

Majowe zwiastuny

Tyle odcieni zieleni. Co roku mnie to zachwyca. Światło łapane w młode liście drzew sprawia, że te wyglądają jakby się uśmiechały. Kolejna wiosna rozpoczęła swój taniec. Nie tęsknię za wysokimi temperaturami. Pławię się w słońcu na zimnym wietrze. Maj zaczął się w okolicach 10 stopni. Przykościelna mirabelka dopiero teraz wypuszcza zwiastuny białego welonu.
Pojedyncze małe kwiatki zupełnie nie pachną.

sobota, 29 kwietnia 2017

Gofry

Długi weekend majowy okrywa się ciepłym szalem i zaciera zziębnięte dłonie. Trzy stopnie i zimny wiatr nie zachęcają do spacerów. W pozycji horyzontalnej czytam "Cicho sza" i zastanawiam się, na ile impulsywne decyzje mieszają nam plany, plączą ścieżki...
Mam ochotę na coś słodkiego, już nie na sen. Czasem się zastanawiam, czy to aby nie cukrzyca? Pewnie tylko zwykłe łakomstwo.
Idę zrobię gofry.

sobota, 15 kwietnia 2017

Lizanie i święta

Odebrałam świadectwo ukończenia podyplomówki.
Upiekłam 5 ciast.
Gdy widzę uśmiech mamy karmię się nadzieją zwycięstwa nad srakiem.
Nie umyłam szyb, święta i tak przyjdą.
Przyglądam się swoim dłoniom - czas je liże starannie.
Spokojnych, dobrych świąt .

piątek, 14 kwietnia 2017

Odchudzanie

"Najbardziej z tego, że schudlem podoba mi się to, że gdy sikam widzę jak mi  pęcherz się opróżnia."
 Przy Wielkim Piątku syn mnie rozbawil do łez.

środa, 5 kwietnia 2017

Kim jesteś?

jak masz na imię ty
który oswabadzasz mnie z brzemienia zaciśniętej kreski ust
który kołaczesz gdy drzwi od strony serca zatrzasnęłam na głucho

niedziela, 2 kwietnia 2017

Balkon i ja

20 stopni za oknem obudziło we mnie dróżniczkę chmur.
Najpierw dopieściłam wiciokrzewy, które próbują nowych sił na wiosnę i pomału strzelają pączkami, potem była kawa i książka.
Czerpię ze spokoju. Póki jest.

wtorek, 28 marca 2017

Wyczekiwanie

Coraz częściej chwile zwątpienia ściskają mnie za gardło.
Jak trwoga to do Boga.
Doceniajmy spokój, nigdy nie wiadomo, kiedy od nas się wyprowadzi.
Czekamy na radioterapię.

sobota, 18 marca 2017

Starszy brat

16 marca Jasiek stał sie starszym bratem dla tej, która będzie miała "imię jak sklep". (słowa Jaśka:, który wymyślił je dla niej))))
O 4.10 na świat przyszła Jula.

sobota, 11 marca 2017

***

ta złapana chwila
uwodzi mnie odległością
między marzeniami a rozumem
skrzy się niewyspaniem
wygładzonym obcymi dłońmi
dziś świat na wydechu
zawołał twoje imię
idealnie wpasowane
między krawędź łóżka a dzień
kipiało niezaspokojeniem

I znowu klucze

Znów minął tydzień, gdy zachwycona wpattruję się z niebo i chłonę krzyki powracających gęsi. Czas zatacza koło. I wiosna tuż tuż.

poniedziałek, 27 lutego 2017

Czasem się uśmiecham

niepewna jestem
jak tylko może być niepewna
kobieta dobrze po czterdziestce
która przestała czekać
której wzruszenie ramiona starczy
za znaki zapytania
i za ukruszone marzenia
patrzę przez palce na to mogło wyrosnąć z marzeń
a przegrało z niewiarą i spokojem wyborów
pilotem zawsze pod ręką i wolną łazienką
dziś okłady z książek robią za ciepłe dłonie
chowam się w sobie
czasem się uśmiecham


piątek, 3 lutego 2017

Gałązka mirabelki

Mogłabym opowiedzieć Ci o sobie.
O tym, jak wieczorem rozstawiam godziny po kątach,  by za chwilę je zmiękczać światłem świec, które i na komodzie, i na stole, i przy telewizorze opowiadają czas, który z cieniami tańczy. Mogłabym oddać Ci się gdzieś pod wieczór zimowy, który zamiast trzaskać mrozem lekkim deszczem chlapie prosto w rozświetlone okna.
Mogłabym, lecz póki co w walizkę pakuję całą niezbędność warszawskich podróży.
Zwłaszcza tej ostatniej, co to oko przymyka na lenistwo, które urosło w siłę i się uśmiecha.
Na małym talerzyku ciastko zostawiłam. Rano już go nie było.
Luty oblizując wargi wiosny wygląda.
Czy wiesz, że gałązka mirabelki wstawiona teraz do wazonu zakwitnie?

czwartek, 26 stycznia 2017

Warszawa

wyczekuję oddechu
jeszcze pisanie, które czeka z nożem
gardło szykuję na po niedzieli
potem sprawozdanie
potem egzamin
a potem już wakacje
w międzyczasie oddam to co nie moje
a na razie zielona herbata o smaku truskawek w szampanie
ach jak wymyślnie ktoś nazwał ją
wczoraj zbiłam mój ulubiony pastelowy kubek
wspomnienie dnia gdy go dostałam rozprysło się po całej kuchni
męczy mnie już Warszawa jeszcze dwa razy i koniec kolejnego szczebla
sama chciała - podśpiewuję Osiecką
najgorzej wstawać o 2.30 gdy cały świat oddycha długim sobotnim spaniem
i znów dworzec zachodni rozkopany i remontowany
tym razem niewiele ci skradłam, Warszawo

Pani Luty

poukładam ciebie nim luty lubieżnik zimnymi dłońmi rozgarnie resztki wspomnień
to nienasycenie ma coś z zaklęcia
na dwoje wróży błękitna walizka która zapomina długie podróże w znane
dziś śniłam wycieczkę rowerem bez kierownicy
a potem szybko wróciłam w miejsce gdzie zostawiłam telefon
najpier było trudno i pod górę, po wykrotach, wilgotnych pokruszonych betonach
potem zasapana wyszłam na równą ulicę
choć droga nadal wiodła pod górę, to tam gdzieś już był cel
niewidoczny a jednak...
wydłużyłam krok
pani luty uśmiechała się łagodnie gładząc mnie mimochodem po włosach
codziennie połykane pigułki dają nadzieję na więcej
w głowie tłucze mi się myśl o ścięciu marzeń na krótko