czwartek, 16 maja 2019

Poza

to tylko cisza
rozdziera nas na dwoje
z niej nic
poza
wskrzeszenie
amen

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Wahanie

Pełna świąt szykuję się do jutra.
Kwiecień waha się.
Nauczyciele też.

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Rummikub i żółty znaczek

Jednym z niewielu filmów, który oglądałam kilkakrotnie i wciąż mnie bawi jest "Dzień świra".
Dziś jest pierwszy taki dzień. Dzięki niemu nauczyłam się grać w Rummikub i dostałam żółty znaczek.

piątek, 5 kwietnia 2019

Niepewność

Przez moje niezdecydowanie serce mi wygraża.

wtorek, 19 marca 2019

Jak nie wierszem go

Zapomnieli, że mieli się ku wierszom
zaprzedali się prozie
codzienności sznurując buty

sobota, 16 marca 2019

Zapatrzenia

ty mnie wesprzyj słowem
bo  przecież ciągle jesteś zamysłem
na wiersz biały tonący w kwiatach
mirabelki pachnącej wsią
dla której straciłam rozum
serce oszukałam papierosami bez filtra
trzydzieści lat później odnajduję tamten czas
gdy pod wieczór wracam do siebie
otulona zapachem drewna ulatującego kominem

piątek, 15 marca 2019

Fedora

manieryczna poetka przygląda się niedzieli
szeroko otwarte oczy chłoną świat
który oszalał
w drodze do poniedziałku
bezimienny anioł wyręcza poetkę w czuwaniu
natenczas poetka wsypuje do dzieży razową mąkę
i na zakwasie szykuje przyszłe śniadania
być może uda jej się uwieść przyjezdnego
który nie ma imienia
nazywa go tak choć już tyle czasu mieszka za zakrętem
gdy przechodzi obok jej domu
końcami palców lekko trąca rondo wysłużonej fedory
a ona lekko uśmiecha się zza firanki
jakby mógł ją zobaczyć
wietrznymi wieczorami gdy ciemność zawodzi w kominie
poetka myśli że mogłaby go pokochać

(trzeba poukładać archiwa)

Straszenie i przeczenie

Przyglądam się mijaniu. (Jeszcze są chwile , gdy boleśnie mi Jej brakuje, gdy chcę coś opowiedzieć i nagle...przecież Jej już nie ma.)
A tymczasem skrada się kolejna wiosna.
Jeszcze wieje chłodem, ale już nawołuje klangorem żurawi.
Od zachodu pachnie świeżo wypiekanym chlebem, a ja rozglądam się za pnącą różą na balkon.
Odgrażam się swemu ciału - niech no tylko cieplejszy powieje wiatr, a wygonię z kąta kijki i pójdę gubić kilogramy.
W tym roku mam w tygodniu 36 godzin. Czasem brakuje mi nicnierobienia okołotygodniowego, to weekendowe zbyt szybko mija, bywa też, że starannie je marnotrawię.
Obiecuję sobie łagodność i dopieszczanie. Dziś zrobiłam sernik na zimno. Przeczę postowi. Znowuż.

niedziela, 10 marca 2019

Jutro to dziś albo blogotrawienie

Planowane zamknięcie platformy blox.pl sprawiło, że pobiegałam dziś po różnym platformach blogowych i szukałam współgrających ze mną wibracji. W pierwszym odruchu chciałam kopiować wszystkie komentarze,by mieć na zawsze te lata wspólnego bytowania, ale potem pomyślałam, że to syzyfowa praca i będę patrzeć przed siebie, wszak wczoraj już było, a "jutro to dziś tylko cokolwiek dalej".
Tak sobie myślę, że im więcej mam lat, tym mniej jestem blogowa; tym mniej mam słów, tym mniej czasu na blogotrawienie.  Poza tym, szukam słów, a ich coraz mniej, by zabierać czas innym.
 Jestem dziś jak wahadło.

sobota, 23 lutego 2019

Na amen

karmię cię metaforą
mam oko na interlinie i pauzy niespodziewane
szybko drobię na klawiaturze
każde och i ach
i już mnie nie ma
może przy niedzieli tak koło południa
zachłyśniesz się kategorycznym amen?

czwartek, 15 listopada 2018

Przerwa

pogubiłam się w tym milczeniu
w tej ciszy pełnej hołubionej samotności


środa, 5 września 2018

Szpital i próżność

Znowu przyplątał mi się  szpital. Ze sterydami, opuchlizną, plecami bolącymi od leżenia.
Nie poddaję się, czasem tylko chcę pomarudzić i wcale nie być "taką dzielną".
Czasem mnie coś zaskoczy. Ktoś. Lubię takie zaskoczenia mimo jeszcze bolącej pamięci. Podoba mi się jej głos i to, jak śpiewa. Tylko czemu gdy to piszę, mam wrażenie, że nie jest Ci wcale przykro, ino znowu głaszczesz swoją próżność, hę?

piątek, 10 sierpnia 2018

Być jak małż, być jak ptak

Jestem pełna podziwu dla tych, którzy w umieraniu znajdują siły na opisywanie życia, które tli się, nawet jeśli z nadzieją.
Śmierć mojej mamy była dla mnie wyzwaniem, któremu nie podołałam (?). Zamknęłam się jak małż w skorupce i tylko czasem kontrolnie uchylałam wieczka, by drobniutkimi banieczkami powietrza dać znać, że jeszcze żyję.
Dziękuję tym, którzy w przenośni i realnie trzymali mnie za rękę. Nawet mnie nie rozumiejąc, bo przecież najgorsze było za mną, dodawali mi wiary w ludzi. Wołałam do wszystkich świętych,  by mnie umacniali. Niepostrzeżenie głaskali moje skrzydła i obiecywali cichutko, że z czasem znów nauczę się latać.
Potrzebowałam pokory dziecka, który patrzy na rodzica, który został i stara się, by ból samotności nie przytłaczał za mocno. Potem potrzebowałam zajęcia się drobnymi sprawami małego człowieka, który uczy się żyć z dala od rodziców i oswaja swoje tęsknoty.
Dziś jaśniejsze wstają dni.
"Czas nas uczy pogody..."

środa, 25 lipca 2018

Uczę się na nowo żyć.

czwartek, 29 marca 2018

(widzę cię...)

widzę cię w każdym przymknięciu powiek
w ogrodowym nasionobraniu
w letniej kurtce podszytej dreszczem
mam cię na wyciągnięcie snu
i tylko dni się na mnie dąsają
niecierpliwie popędzane kwietniem