piątek, 10 sierpnia 2018

Być jak małż, być jak ptak

Jestem pełna podziwu dla tych, którzy w umieraniu znajdują siły na opisywanie życia, które tli się, nawet jeśli z nadzieją.
Śmierć mojej mamy była dla mnie wyzwaniem, któremu nie podołałam (?). Zamknęłam się jak małż w skorupce i tylko czasem kontrolnie uchylałam wieczka, by drobniutkimi banieczkami powietrza dać znać, że jeszcze żyję.
Dziękuję tym, którzy w przenośni i realnie trzymali mnie za rękę. Nawet mnie nie rozumiejąc, bo przecież najgorsze było za mną, dodawali mi wiary w ludzi. Wołałam do wszystkich świętych,  by mnie umacniali. Niepostrzeżenie głaskali moje skrzydła i obiecywali cichutko, że z czasem znów nauczę się latać.
Potrzebowałam pokory dziecka, który patrzy na rodzica, który został i stara się, by ból samotności nie przytłaczał za mocno. Potem potrzebowałam zajęcia się drobnymi sprawami małego człowieka, który uczy się żyć z dala od rodziców i oswaja swoje tęsknoty.
Dziś jaśniejsze wstają dni.
"Czas nas uczy pogody..."

środa, 25 lipca 2018

Uczę się na nowo żyć.

czwartek, 29 marca 2018

(widzę cię...)

widzę cię w każdym przymknięciu powiek
w ogrodowym nasionobraniu
w letniej kurtce podszytej dreszczem
mam cię na wyciągnięcie snu
i tylko dni się na mnie dąsają
niecierpliwie popędzane kwietniem

czwartek, 1 marca 2018

Uporczywość

Uporczywie oddycham wspomnieniami.

czwartek, 25 stycznia 2018

Oddychanie za dwie

Od tygodnia mieszkam na dwa domy. Czasem uciekam do siebie, by ukraść złudzenia i przespać się snem mniej czujnym niż w domu numer dwa.
Ciężki to czas, coraz trudniejszy do zagospodarowania.
Gdy chwila pozwala uciekam w książki, w filmy.
Staram się głęboko oddychać.
Za nas dwie.

----------------
Od 19.41 oddycham sama. Czas się zamknął. Nie myślałam, że to tak boli.

wtorek, 28 listopada 2017

I znów biało

Meteorolog się we mnie przeciąga.
Moje miasto upudrowane przez niebo.

Ps. Nieznacznie poprawiły się wyniki krwi. Na razie nie trzeba jej przetaczać.
Cichutkie: hurra

sobota, 25 listopada 2017

Czekanie

Nawet mała śmierć o mnie zapomniała i nie kusi mnie nic. W tym milczeniu jest zamysł na cudowny wiersz, malutkie opowiadanie. Marzenia. Krótka kołdra, niespokojne sny, podparte chemią. Zdrowaś ty, któraś wierzysz i nie ustajesz. We mnie drepcą małe strachy o zimnych dłoniach. Chmurnieje moje niebo coraz częściej. I to nie jesień, nie.
Chciałabym tak odetchnąć pełną piersią.

sobota, 18 listopada 2017

Cholera

Bo strach we mnie ma rozmiar oceanu.

sobota, 21 października 2017

Nowy numer telefonu

wierzę w powolne wyplątywanie się z pajęczych nici melancholii
pamięć mnie zasmuca swym brakiem pewności
dosmaczam się tabletkami na sen
nie potrafię płakać
.......
dziś zapamiętałam swój nowy numer telefonu

sobota, 30 września 2017

Nasłuchiwanie

Ten cholerny wewnętrzny chłód rozkłada mnie na niebycie.
Szast-prast i po mnie.
Jesień szarpie mnie boleśnie.
Próbuję nazwać swój stan.
Z nazwanym łatwiej walczyć.
Chemia na sen przychodzi mi na ratunek.
Bolą mnie zbyt krótkie noce.
Uciekam w prozę.
Nasłuchuję maminych oddechów.
Trzeba kupić chodzik.
Cholera.

sobota, 2 września 2017

Koniec wakacji

Nie lubię w tym roku końca wakacji.
Dobrze mi było w poduszkach, w bezkresie czasu,
który skurczył się i patrzy wystraszonymi oczami.

poniedziałek, 24 lipca 2017

Cieszyć się każdym dniem

Dziś zdałam egzamin na nauczyciela mianowanego.
Mama ma się lepiej. Przetoczono jej 3 jednostki krwi. Jutro wychodzi ze szpitala.
Każdy dzień, gdy ona się uśmiecha i wybiega dalej niż łóżko cieszy mnie i wlewa w moje serce nadzieję.

niedziela, 4 czerwca 2017

Słone strofy

uporczywie ciebie wołam
echo podpowiada dawny zaśpiew
znad morza słone strofy
znad stolicy perci
wiatrem hulasz
i jesteś bardziej niż się zdajesz
wspomnieniem ledwie
które się śni

sobota, 20 maja 2017

Niech

Mierzę się ze strachem. Póki co na szczęście chucham, na uśmiech, na posadzone jej ręką pomidory.
Oglądam znowu "Ogród rozkoszy ziemskich", zjadłam pól słoika korniszonów. Karmię się  nadzieją wpatrując w niebo, chmury były jak piórka porozrzucane niedbałą ręką.
Dziś rodzice dotkną nowonarodzonej wnuczki. Mają z nią spędzić tydzień.
Niech to będzie zapowiedzią wygranej ze srakiem. Niech!
Zaklinanie rzeczywistości jeszcze daje siłę.