sobota, 7 lipca 2012

Licentia poetica

Napiłabym się wódki, tylko boję się tej fabrycznej melatoniny, która porami wypływa, a ma mnie przenieść w świat snu, w którym nie będzie przerw na zliczanie minut, ociągających się najchętniej nocą, na łyk wody...
Tylko, czy w ten żar ryzykować alkoholowe fatamorgany?
Piję niewiemktórą szklankę wody. Daleko przede mną, nad mirabelkowym drzewem, dryfuje Matka Boska chłodna jak kamień. Zastanawiam się, kiedy kończy się licentia poetica, a zaczyna bluźnierstwo?

5 komentarzy:

  1. ... z Matką Boską od upałów, z tą od chłodnych i wszelakich wizji też :)
    Gandzia Kasiu :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Gandzia , Czarku, powiadasz?:D
    Odupałowa;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzeba by spróbować kiedy. Matki Boskiej to ja bym w to nie mieszał, nawet tej Alkoholowej, bo nieboszczka bezwiednie ześle łaskę kaca, albo nic nie ześle. Bóg obdarzył nas upałem i się wypiął.
    Gandzia natomiast to owoc ziemi pracy i zaradności człowieczej.
    Jest nadzieja.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
    Raczej już nie spróbuję.
    Im więcej mam lat ,tym więcej we mnie ostrożności. A może to wygodnictwo, kto wie?
    Brać to, co oswojone, nowemu nie mówić nie, ale jak najmniej ryzykować;)

    OdpowiedzUsuń