środa, 1 grudnia 2010

Koronki

Za oknem zaczyna się koronkowy dzień.
Minus osiemnaście.
W oczach mam zachwyt.
Piję kawę i celebruję środową niespieszność.
Kuchenne okno jak mantra szeptana mrozem.

3 komentarze:

  1. koronki... to jest własnie to co najbardziej kojarzy mi się z gankiem ukochanej babci, kiedy mróz ścisnął. to, co kocham w zimie najbardziej. przypomniałaś mi... dziękuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Itako, tylko dlatego, że mam stare okna mogę cieszyć się takim kuchennym oknem. Te nowe, szczelne już chyba nie przyjmują taki obrazków:))

    OdpowiedzUsuń
  3. rany boskie, a ja latałam po krańcach świata, w śniegu po pas i z soplami u nosa. to niesprawiedliwa środa! pfff...

    riv.

    OdpowiedzUsuń

Jesteś.To wystarczy.

Trzeba zniknąć

Trzeba zniknąć by móc wrócić w śmiech I odpustowe korale  Trzeba zniknąć By znów zacząć mówić I innym rozdawać codzienność