poniedziałek, 13 lipca 2009

Mrówka

na końcach palców zakwitły mi truskawki
wyrwana ze sklepowego świata mrówka
zdziwiona spaceruje brzegiem salaterki

*w tym roku moje upodobanie dla truskawek mnie samą przeraża
syn mówi:
pewnie już tonę zjadłaś
trochę przesadza, ale tylko trochę
i jeszcze: przypomniała i się moja babcia Melania,
która mawiała:
śpij spij , ile chcesz , przyjdzie taki czas ,
gdy nie będziesz mogła spać
przełożyłam to teraz na truskawki
...
czasem mi jej brakuje...

13 komentarzy:

  1. TRYSKAWKI

    wolę maliny:) zdecydowanie!!!
    zawsze

    OdpowiedzUsuń
  2. Maliny lubię prosto z krzaka...zdecydowanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja, bo
    dzieciństwo, bo Mama, taka jaką kochałem,
    bo Babcia zawsze taka sama
    bo kobiety
    bo Balladyna
    bo moje przeszłe diety
    bo zmarła matka chrzestna Mamy ze swoją plantacją
    bo takie moje..........

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie, ile Ciebie w tych słowach...:)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja też wolę maliny, a w tym roku na truskawki patrzeć nie mogę. ale to dlatego, że truskawki w mieście są takie umęczone i uduszone, truskawki powinno się jeść z krzaka, lekko przykurzone piaskiem ;))

    a tak serio- im mmniej lubię zycie, tym mniej lubię truskawki ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ze mną coś dziwnego się zieje, Joasiu...Kiedyś truskawki te sklepowe musiały być śliczne.Teraz nawet te mniej śliczne kupuję i pochłaniam...czasem się boję,,,mam w głowie durne scenariusze...sio, jakieś czarnowidztwo mi się włącza
    Pozdrawiam ta, którą mniej życie ostatnio uśmiecha;)

    OdpowiedzUsuń
  7. takiej mrówce to dobrze hi hi

    OdpowiedzUsuń
  8. Hahahh, rozbawiłes mnie Rafale:)))

    OdpowiedzUsuń
  9. ...truskawki uwielbiam...malin nie lubię....bo budzą kiepaskie wspomnienia sprzed stu lat......a że tonami...to dobrze Kasiu....ładujesz akumulatorki...
    ..a mnie boli,że nie brakuje mi...bo nigdy nie znałam...nie miałam...:)...

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeżyny. Moje ulubione, już jesienne. Jeszcze smakują latem przypominając słodyczą słońce, ale lekko kwaśny smak woła z ust: "jesień", "jesień"... Owoce z pogranicza... Jakże się przy nich wspomina... Owce, które miały moje smaki w nosie i lecą gdzieś na Otryt, a ja z kolczastych krzaków wołam za nimi, jak za ludźmi: Stójcie! Czekajcie! Nie stanęły, nie czekały. Cały dzień goniłem je po górach, bardziej podobny do jeża, niż człowieka. Ponoć było mnie słychać aż nad Sanem. Rychu żartował strasząc turystów, że miś przed zimą ryczy :D
    się "wzruszłem" i rozpisałem. Przepraszam. Idę zakwitać truskawki do sklepu:)

    Czy ja muszę wklepywać swój link w okienku, żeby pozostać tercybiadesem? Nie lubię tego...

    OdpowiedzUsuń
  11. słodko-winna13 lipca 2009 19:11

    Maju, przytulam, zatem truskawkowo...arbuzowo mija mi wieczór:))

    Tercybiadesie pasałes owce?:D Ja chce Cię takiego;))poczytać. A to ten Rychu od Bieszczad...cudnie...

    A co do wpisywania, możesz nie wpisywać wtedy pozosyaniem anonimem, tylko podpis dasz pod komentarzem, jako jego czesc, jak w liście;)

    OdpowiedzUsuń
  12. parę lat się znamy, a ty mi Słodka dopiero teraz mówisz, że mnie chcesz???
    już tam nic, przemilczę to "poczytać", istotniejsze, że "takiego"!
    Idę się zaraz wysmarować baranim tłuszczem:))

    OdpowiedzUsuń
  13. Dlaczego baranim tłuszczem?
    Bo ja tak cichutko mówiłam;)

    OdpowiedzUsuń