środa, 3 czerwca 2009

Parasol

ogłuchłam oślepłam na dłonie włożyłam twarde rękawice
to nie mój świat
nie moje "być, a może jednak nie"
zabawa w słowa przestaje być smaczna
jest w niej jakaś lepkość
stałam dziś na deszczu
parasol uśmiechał się zza tylnej szyby auta
a ja patrzyłam jak moja jasna marynarka chłonie krople deszczu
pierwsze miały w sobie coś z zachwytu niespodziewanym
wzorek na gładkim materiale
spojrzałam na swoje obcasy
wyglądały z zaciekawieniem z kałuży
jakby chciały ocenić czy już wystarczająco zmokłam czy jeszcze trwa próba
z deszczem jest jak ze słowami
pierwsze krople z uśmiechem obserwujesz na sobie
czasem pozwalasz im zapaść głębiej i nosisz je zupełnie nie czując ciężaru
wieczorami delikatnie końcem języka trzesz nimi o podniebienie
i cztery smaki mają prawo się stać...
a potem czujesz jak przemokłeś...
dziś patrzyłam na swoją marynarkę i obcasy wykrzywiły się w znajomym grymasie
parasolka zza szyby wołała: a nie mówiłam?
to już nie mój świat
od teraz będę parasolem spoglądającym zza szyby

13 komentarzy:

  1. bardzo dobrze napisane
    ale niekoniecznie prawdziwe
    ale TO PRZECIEŻ
    TYLKO (!)
    SŁOWA

    OdpowiedzUsuń
  2. u mnie pada a nie mam parasola zawsze gubię parasole czapki rękawiczki i szaliki
    może sobie sprawię kapelusz z szerokim rondem:):):)

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja bym chciala miec taki parasol, ale tylko na smutki! Z reszta spraw i problemow dam rade sama, moze to by nawet bylo wskazane, aby sie nie chowac. pozdrawiam czerwcowo!

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę Rafale, że niesamowicie byłoby Ci w kapeluszu z szerokim rondem. Tylko, aby za jakiś czas do rzeczy gubionych nie dodasz kapelusza?;) Generalnie kapelusz to fajny rekwizyt do fotografii, szczególnie tych czarno-białych. Zwłaszcza męski kapelusz z szerokim rondem zakrywający nagie kobiece ciało....Kurde, ale mi się tłucze po głowie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Anju, pozdrawiam Cię ciepło, choć deszczowo. Mój parasol ma w sobie coś ze złośliwca.Gdy go noszę uśmiecha się głupawo, bo nie daje się nigdy rozłożyć/głupio tak, gdy nie pada/, a gdy tylko go zapomnę to leje jak z cebra, a ten się śmieje zza szyby;))

    OdpowiedzUsuń
  6. .....ja kieedyś ze zdumieniem patrzyłam na odlatujacy ode mnie parasol...znaczy rączkę trzymałam kurczowo...ale reszta automatycznie rozkładana pooooooooooooszła z wiatrem...widzicie moja minę ??.....i teraz niby parasol noszę...ale przeważnie go nie rozkładam...:):)....

    OdpowiedzUsuń
  7. ..oczywiście fascynuje mnie oczywistość Twoich słów i skojarzeń.....znaczy one się okazują oczywiste po przeczytaniu Twojego wiersza......masz dar niesamowitego splatania słów...:):)...

    OdpowiedzUsuń
  8. Nooo o kapelusz łatwo ale skad wziąc pięjne kobiece ciało które bysię rozebrało i fotografowało HI HI HI
    Rafał

    OdpowiedzUsuń
  9. Maju, parasol kojarzy się ze wspomnieniem spaceru bulwarem, gdy podmuch wiatru uniósł lekko nad ziemią mego małego brata z parasolem rołozonym nad głową i delikatnie posadził pod drzewem. To wspomnienie było tak wyraźne, że aż zapytałam moja mamę, czy takie zdarzenie miało miejsce? Miało.:)
    dziękuję za dobre słowa:)

    Rafale, nie uwierzę, że wokoł Ciebie brak pięknych kobiet, prędzej jest skłonna uwierzyć w trudnośc znalezienia odpoweidniego kapelusza;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię deszcz. Miękka woda jest w sam raz na wciąż powiększające się u mnie czoło:)
    A może to właśnie przez to, że nigdy nie zaprosiłem parasola do tańca coraz więcej opalenizny na głowie, a coraz mniej włosów?

    Bardzo mi się podoba to, co przeczytałem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Tercybiadesie, coraz więcej miejsca do całowania...A ja deszcz kocham, kurcze i w ogóle wbrew pozorom najlepiej czuję sie gdy pada a nie gdy jest upał;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Absolutnie się z tym zgadzam ;) Dla mnie upał wypala natchnienie na stworzenie czegokolwiek. Nic tylko leżeć plackiem i propagować nihilizm. No i wiadro z wodą by się przydało. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja w upał się chowam...umieram w cieniu;)
    Pozdrawiam, Kopaczu:)

    OdpowiedzUsuń