piątek, 9 listopada 2012

Siwieć z dystansem

Lubię to pisanie, które ociera się o ekshibicjonizm  i pachnie tumiwisizmem.
Dziś Kacper opowiadał o tramwajach, w których chciałby przejechać w życie. Póki co, uczy się prasować - żelazko jak łyżwa ślizga się po materiale - kolejna zakładka w drodze do doskonałości.
- Nie szkodzi, pani Kasiu?! Tak? Nie szkodzi?!  - domaga się przyzwolenia na błędy, zaglądając mi w oczy. Rozgrzeszam go z niepewności.
Uczę się ich pilnie.
Czerpię siłę z ich mówienia i piątków.
Najtrudniej jest, gdy nie potrafią mówić. Wtedy wołają o uwagę zachowaniem, które jeży mi włosy na głowie i coraz bliżej mi do blondynki.

7 komentarzy:

  1. i ja też... ja też....czytam uważnie wszystko co piszesz :)....serdeczności Kasiu.....tumiwisizm w stosunku do niepotrzebnej skrupulatności jest jak najbardziej na miejscu...

    OdpowiedzUsuń
  2. i ja lubię Twoje pisanie...
    Za pracę podziwiam, za rozgrzeszanie z niepewności też, za uwagę im poświęconą.
    Mam teraz dwie godziny nauczania indywidualnego, tygodniowo dwie, czasem tak trudno się upilnować, żeby nie wyjść z siebie.
    Serdeczności zasyłam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzeba jakoś wpisywać się w ich przestrzeń, choć bardzo trudno żyje się potem w dwóch światach

    OdpowiedzUsuń
  4. A jak najlepiej rozwalić perspektywę weekendu jak nie końcem świata?

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiecie? Odzwyczaiłam się od blogowania...
    To dobrze?

    OdpowiedzUsuń