poniedziałek, 29 września 2014

Przeciąganie strun

Ubrudziłam się lenistwem, tym przeciąganiem strun i wzruszaniem ramion. Jeszcze ciągle wierzę, że uda mi się przeskoczyć samą siebie. Tu nadwaga chichocze w  kułak- tak, to będzie zdecydowanie łatwiejsze.
Mrużę oczy - świat nabiera lekko szklistego połysku i jest tak jakby wczoraj zbratało się z dzisiaj-dni swobodnie przeplatają swe nici. Nic się nie zmienia i zmienia się wszystko. Oddech urywam gdzieś nad ranem i ze szlochem mieszam - tylko skąd ten płacz? Ach, to tylko sen. Sen mara. Bóg wiara?
Szaleńcze podchody, wojny żab z myszami (tu ukłon w  Twoją stronę, moja droga M.), zatroskanie co w dłonie ciepły szalik wkłada, na przekór tej złości, co to mamie, a tak naprawdę sobie.
Lekko kłaniam się obłokom, nawet kręgosłup nie boli, ten moralny też trzyma się prosto. Niewidzialna aureola lśni niewidzialnie - przecież to takie ludzkie; przecież nie wiesz, jak on czy ona? Zapuszczam się głęboko w siebie starannie dbając o dłonie i buty. But czyni człowieka?
Zamaszyście poleruję koniakowe lico. Jeszcze tylko paznokcie musnę indygo i jestem gotowa. Idziesz ze mną?

2 komentarze:

  1. uwielbiam Twoje metafory! dzięki nim co chwila sobie przypominam, że świat jest trójwymiarowy, a może nawet i czterowymiarowy, gdzie wymiarem czwartym jest paradoks zmieszany z odrobiną zdziwienia, zachwytu, figlarności

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Natko, to bardzo miłe czytać takie słowa:))))
    Przesyłam uśmiech figlarny z odrobiną zadziorności:)))

    OdpowiedzUsuń