piątek, 21 lutego 2014

Blogopisząca i szczęście

Jestem szczęśliwa. Tak rzadko głośno o tym mówię. Bo zaraz za tym stwierdzeniem idą czarne scenariusze. Jestem doskonałą czarnoscenarzystką: bo jutro mogę zachorować; bo nie wiadomo, co będzie z tym czy z tamtym; bo nie mów hop, zanim nie przeskoczysz; bo...
A ja myślę, że moje szczęście lubi, gdy go dokarmiam słowem i głośno, pełnym zdaniem go blogiem sławię. Moje szczęście nie obawia się nazywać mnie jego ulubioną blogopiszącą, która jak i ono lubi żółte tulipany.

8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Dżej, jak długo się uśmiechnęłaś:)))

      Usuń
  2. Trzymam kciuki za szczęście Twoje i mam dla niego żółte tulipany w wazonie (jakby Ci zabrakło) ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :*dziękuję Julko.
      dziś kupiłam sobie cudny bukiet, ale i kolejny przyjmę z ochotę i radością:D
      Moje szczęście przesyła gorącego buziaka Rudzielcowi:*

      Usuń
    2. chyba się zarumieniłam :*

      Usuń
  3. Też tak mam. Właściwie miałam, bo teraz częściej już tylko miewam ;).

    OdpowiedzUsuń
  4. Podoba mi się Wasze szczęście. Czego chcieć więcej? Przecież skowronki, bociany, żurawie, gęsi! A za miesiąc będzie zielono:) To pisałam ja: R. w bardzo dobrym humorze:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Twój wpis sprawił, że uśmiecham się do ekranu... na krótką chwilę odrobinkę szczęścia sobie podkradłam.. :)))

    OdpowiedzUsuń