sobota, 30 listopada 2013

Moje Andrzejki

Moje Andrzejki miały brązowe oczy.
Nie piwne, a brązowe.
Czasem igrał w nich śmiech,
częściej dorosłość zadawała poważne pytania i nie było miejsca na poetyckie rewolty.
Moje Andrzejki, gdzieś u schyłku lata zginając kolana podarowały mi przyszłość, której nie mogłam wziąć.
Moje Andrzejki zawsze pachną mieloną kawą i leciutko łódką kołyszą w rytm pasji tego,
 z którym ni to, ni śmo tylko wspomnienia.
Moje Andrzejki mają brązowe oczy.

9 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Niee, czasem welon wspomnień mnie okrywa. Dobrych wspomnień. Te kolekcjonuję. :))

      Usuń
    2. Też tak się staram i na ogół mi wychodzi :)
      choć nie zawsze :)
      Czy u Ciebie też wisielczo wieje??

      Usuń
    3. Julio wieje okrutnie, Może nam zimę przywieje. Na balkonie zawieszony butelkowy karmnik dla sikorek kołysze się jak szalony:))

      Usuń
    4. Ja tam bym wolała żeby wiosnę przywiało :)
      Widziałam dziś bazie :))))

      Usuń
    5. Przyroda szaleje. Bo mimo wiatru jest ciepło jak na tę porę roku, U mnie za oknem plus 5:))

      Usuń
  2. To chyba tak jest, że czas wygładza nam historię... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie coś w tym jest Itako, że czerń traci głębię, a coraz bardziej rzucają się w oczy pastele...To dobrze, że tak jest, bo ja bym zwariowała kumulując w sobie czerń.
      serdeczności:)

      Usuń